czwartek, 12 listopada 2015

Polski smutek

z okazji wczorajszego święta poszliśmy do pobliskiej szkoły muzycznej na koncert piosenek patriotycznych w wykonaniu dzieci. Jako, że mój mały jest na etapie śpiewania hymnu ("za twoim przeborem, skończym się z narodem" - śpiewa moje dziecko), chciał iść chętnie. Smutno było strasznie. I to nie tylko dlatego, że piosenki specyficzne, szare szeregi, bagnety, itp ale te smutne stremowane dzieci! Zobaczyłam siebie z przed lat. Też śpiewałam w chórze, w zespole harcerskim, występowałam solo... szary smutny mundurek, olbrzymia trema, stres, mokre dłonie, drżący głos... I to wczoraj zobaczyłam. Głosy dzieci przepiękne i owszem ale ... zero radości (na koncercie z okazji dnia matki było to samo). To takie nasze, polskie, martyrologia, melancholia, przesadna powaga, patos.... nie lubię tego. Nie można się kręcić, trzeba stać na baczność... Śpiew ma dawać radość!!!! 

dzieci śpiewają


przypomniał mi się śpiew dzieci z włoskiego chóru  "Zecchino d'ro". To była radość, kręcenie się, kołysanie, naturalne dziecięce odruchy. Ten śpiew super się oglądało, bo od tych dzieci biło szczęście! Cały czas uśmiechnięte, nie wyglądały na zestresowane. U nas jest to bardzo przegięte w drugą stronę. Nie fajnie mi się oglądało wspomniany koncert bo ... te dzieci nie wyglądały na szczęśliwe!

dzieci szczęśliwe



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz